RSS

Credo scenarzysty: sposób myślenia

29 Sier

Drogie i Drodzy!

Jedną z rzeczy, którymi chcę się teraz intensywnie zajmować, są scenariusze erpegowe – pisanie własnych, czytanie cudzych i może propagowanie i tych, i tych na rozmaite sposoby, o których kiedy indziej.

Obcowanie z grami na papierze oczywiście nie zastąpi prawdziwych sesji, ale dla mnie jest bardzo ważne i stanowi niemałą część frajdy, jaką czerpię z erpegów. Od pewnego czasu intensywnie stawiam sobie pytanie o to, dlaczego tak jest i czas spróbować ubrać odpowiedź w słowa. Dzisiaj na pewno nie wysłowię jej całej, ale kiedy spróbuję znowu i ile części będzie miało Credo scenarzysty – tego jeszcze nie wiem.

Zacząć ten cykl warto od tego, że pisanie scenariuszy to dla mnie bardzo cenna forma nie tylko wymyślania erpegów, ale i myślenia o erpegach. Nie będzie chyba wielkim odkryciem stwierdzenie, że myśleć o różnych rzeczach można na ogrom sposobów: w głowie, w rozmowie albo na kartce; słowami, schematami, liczbami albo rysunkami… W tych różnych sposobach myślenia ważne jest to, że każdy aktywizuje mózg w inny sposób i każdy może prowadzić do innych wyników, a to oznacza, że by wymyślić coś naprawdę świetnego warto myśleć na jak najwięcej różnych sposobów. W erpegach tymi różnymi sposobami myślenia są na przykład prowadzenie sesji, przygotowywanie się do nich, rozmowy z innymi erpegowcami, pisanie lub mówienie o swoich doświadczeniach, rysowanie sytuacji z sesji czy postaci i wreszcie pisanie scenariuszy. Każda z tych sytuacji uczy czegoś innego, pozwala spojrzeć na erpegi w nowy sposób, napędza kreatywność.

Święcie wierzę i widzę na licznych przykładach, że wystawianie się na jak najwięcej spośród takich sytuacji sprawia, że we wszystkich można odnaleźć się lepiej. We wszystkich, a więc także i w tym najważniejszym – przy stole, podczas sesji. Oczywiście istnieje ryzyko, że popadnie się w dogmatyzm i będzie próbowało ślepo przeszczepiać rozwiązania z jednej dziedziny do drugiej, co nie jest dobre. Wydaje mi się jednak, że właśnie ciągły i żywy kontakt z różnymi sposobami myślenia o erpegach chroni przed tym, by prowadzić sesje według niepraktycznych kanonów czy potrafić rozmawiać o graniu tylko przez „a u mnie na sesji…”.

Uważam, że z tego względu pisanie scenariuszy jest cenne, czyni kogoś bardziej wszechstronnym i doświadczonym erpegowcem. Skoro jednak twierdzę, że każdy sposób myślenia o erpegach – i nie tylko – jest inny  unikatowy, jakie konkretnie korzyści widzę w spisywaniu scenariuszy? Spróbuję wypisać te najważniejsze. O ile wcześniejsza część tekstu odnosi się do wszelkich form spisywania swoich scenariuszy, w tym robienia z nich notatek dla siebie samego, o tyle poniżej pisał będę o korzyściach ze spisywania scenariuszy w taki sposób, by inni byli w stanie je poprowadzić.

Po pierwsze – pisanie scenariuszy daje okazję do spojrzenia na swoje pomysły z większym dystansem. Gdy spisuję scenariusz, który chcę opublikować zastanawiam się, co właściwie muszę opisać z mojego pomysłu, by był ciekawy i zrozumiały, co tak naprawdę uważam za jego silną stronę – dlaczego właściwie chcę go zaprojektować i jeszcze spisać w formie zdatnej dla innych. W takiej chwili pewne rzeczy przestają być oczywiste, a właściwie orientuję się, że są oczywiste tylko dla mnie – taki wniosek zwykle sprawia, że lepiej rozumiem swoje pomysły i siebie. A gdy po zorientowaniu się, że coś jest moim „dziwactwem” zdecyduję się to spisać i tym samym wyjaśnić, nauczę się tym lepiej ubierać swoje myśli w słowa, tłumaczyć siebie innym.

Zastanawiam się czasami, czy spisany scenariusz nie wywołuje przypadkiem ciekawego efektu psychologicznego: gdy czytam po pewnym czasie swoją przygodę, adresowaną oczywiście do dowolnego prowadzącego, sam czuję się trochę jak jej adresat, ktoś inny, niż ten, który ją spisał i dzięki temu mogę spojrzeć na nią z jeszcze większym dystansem, ocenić, na ile i dlaczego przekonuje mnie to, do czego sam próbowałem przekonać innych.

Po drugie – spisywanie scenariusza powiększa repertuar, na którym mogę potem improwizować. To, że solidnie przygotowane scenariusze prowadzi się lepiej (o ile nie są zbyt sztywne) jest dość oczywiste – im więcej elementów jest już przygotowanych, tym swobodniej można nimi grać i tym więcej ma się uwagi, przytomności umysłu na reagowanie na działania graczy. Ale tu nie chodzi mi tylko o improwizację przy prowadzeniu tego scenariusza, który akurat spisuję. Opisywanie wydarzeń, postaci czy miejsc w scenariuszu zmusza mnie do tego, bym głębiej się nad nimi zastanowił i wyobraził je sobie. Taki element często utrwala się w pamięci bardziej, niż coś zgapionego z mediów czy wymyślonego na szybko na sesji. Obrasta większą ilością szczegółów i skojarzeń. Tak wypracowany „repertuar” może potem przydać mi się na dowolnej sesji.

To trochę wiąże się z tym, co po pierwsze. Scenariusze spisuje się dla innych i często przy pracy nad nimi można i warto pytać się siebie, czy dana scena jeszcze czegoś potrzebuje, czy nie wypada dodać jakiegoś szczegółu, by się ją łatwiej prowadziło – spisu ważnych budynków w mieście, ciekawego BNa, krótkiej sceny do załatania fabuły… ja ostatnio trochę od tego odszedłem, dość szybko prowadzę w tekstach od sceny do sceny i podaję tylko informacje potrzebne do ich rozstrzygnięcia, ale w sumie żałuję, że tak jest. Obudowywanie scenariusza szczegółami jest przyjemne i sprawia, że ma on cenną „gęstość”. A wracając do repertuaru improwizacji – różne takie szczegóły nie tylko wzbogacają ten repertuar, ale też wymyślanie ich uczy pytania siebie: co jeszcze? Co dodać? Uczy tworzenia pełniejszych, bardziej „soczystych” scen i sesji, a to cenna umiejętność.

Po trzecie – skoro scenariusze spisuje się dla innych, to zwykle się je publikuje. A taka publikacja to świetny sposób, by pokazać swoją wizję grania, porównać ją z cudzymi i stworzyć sytuację, w której wszyscy się czegoś nauczą. Rzadko prowadzę cudze scenariusze, ale to nie znaczy, że nie uważam ich za cenne: czytanie ich daje mi wgląd w pomysły innych na RPG, jakiego nie dało by mi nic innego. I, swoją drogą, poszerza wzmiankowany wyżej repertuar całkiem podobnie, jak pisanie przygód, choć wspomnienia z czytania nie osadzają się we mnie aż tak głęboko, jak z pisania.

Tyle na dziś! Jak pisałem nie wiem, ile części Creda napiszę i kiedy będą się pojawiać, więc nie chcę kończyć wpisu żadnymi obietnicami. Zamiast tego pozwolę sobie zakończyć prośbą – wpisy z tej serii są dla mnie szczególnie osobiste i szczególnie ważne, więc szczególnie mocno proszę o komentarze i dyskusję pod nimi. Naprawdę mnie ciekawi, jak odbieracie moją wizję erpegowego scenopisarstwa.

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 29 sierpnia 2015 w Scenopisarstwo

 

Tagi: , ,

4 responses to “Credo scenarzysty: sposób myślenia

  1. C

    2 września 2015 at 11:37

    1. W scenariuszach pociagało mnie głównie złożone tło działań graczy, toteż najbardziej podobały mi się kampanie. Nawet prowadzone z MiM scenariusze zawsze usiłowałem łączyć w jeden ciąg, mimo że były brane z różnych numerów, systemów. Wtedy wychodziło to dobrze, ale dzisiaj by mi się nie podobało i na pewno zraziłbym się do rpg, gdybym miał tak grać.

    Nie zgadzam się z tym, ze solidnie przygotowany scenariusz lepiej się prowadzi – ani nie zdobyłbym się na takie wartościowanie, ani też nie jestem pewien, czy nie jest to błąd. Istnieją scenariusze niegrywalne z powodu nagromadzenia w nich liczby danych. Dobre może w czytaniu, ale w trakcie prowadzenia można się pogubić. Tak też zwykle traktowałem większość scenariuszy: do przeczytania, nie traktowałem ich nawet jako rpg ale jako protezę kontaktu z rpg w momentach, gdy grać chciałem, a nie było jak.

    2. Spisywanie scenariuszy jako sposób myślenia o rpg – na pewno jest to jakaś forma. Zdecydowanie bliższe wydaje mi się przygotowywanie gotowego scenariusza do sesji, bo wtedy faktycznie trzeba o rpg myśleć rzeczowo: jak to lub tamto wyjdzie na sesji itd. Sam scenariusz poddaje się wtedy dużym zmianom i skrótom, co dowodzi tylko, że pisanie scenariuszy jako sposób myślenia o rpg jest w dużym dystansie od erpegowej praktyki.

    Polubienie

     
    • Marek Golonka

      2 września 2015 at 16:20

      Kampanie faktycznie są świetne dzięki temu, że są złożone, „gęste” – mają w sobie wiele elementów, które mają czas zagrać między sobą na mnóstwo sposobów. To zresztą sprawia, że kampanię na n sesji wymyśla mi się i ciekawiej, i szybciej, niż n jednostrzałów – nie muszę tworzyć coraz to nowego i nowego tła, zamiast tego wpadam na nowe kombinacje tego, co już jest.

      Zgadzam się, że solidnie przygotowane scenariusze nie zawsze prowadzi się lepiej – stąd napisałem, że tak jest o ile nie są zbyt sztywne. Może to wciąż uproszczenie, ale wydaje mi się, że akurat to sprawdza się często – tym, co moim zdaniem najbardziej psuje dopracowane scenariusze jest zakładanie, że zbyt wiele rzeczy musi się udać tak, a nie inaczej. Ale to, że widzę to w ten sposób może wynikać z tego, że scenariusze traktuję zawsze bardzo elastycznie, jako zbiór danych, powiązania między którymi można łatwo zmodyfikować na potrzeby sesji.

      Zastanawiam się za to, czy faktycznie spisywanie scenariusza jest w większym dystansie od praktyki, niż przygotowywanie sesji. Z mojej perspektywy często jest odwrotnie – gdy projektuję sesję skupiam się na kilku jej kluczowych aspektach, które bardzo mi się podobają i koniecznie muszą wyjść, powiązania między nimi i wiele szczegółów improwizując w trakcie. Z kolei pisząc scenariusz, który chcę opublikować gorączkowo myślę nad tym, jak zadbać, by to, na czym mi zależy mogło zagrać na sesji, jak ułatwić pracę prowadzącemu, który wykorzysta ten scenariusz. Mam wrażenie, że wtedy właśnie bardziej próbuję się wczuć w realia sesji – choć oczywiście gracze to ludzie, a ludzie zawsze potrafią zaskoczyć. Nie zawsze na minus, czasem bardzo na plus, ale jednak zaskoczyć – i dlatego nietestowany scenariusz to zawsze ryzykowna sprawa.

      Polubienie

       
  2. thundermeerkat

    2 września 2015 at 21:31

    Bez dwóch zdań wachlarz zagrań/pomysłów należy poszerzać. Bardzo podobało mi się swego czasu ćwiczenie umysłu imć Jesykh’a na Polterze, który codziennie wymyślał jednego hipotetycznego Questa do wiedźminowego erpega. Strasznie to było niedocenione, imo. A tak poza tym – pisze Plane, pisz – zawsze chętnie przeczytam, dodane do rssów!

    Polubienie

     
    • Marek Golonka

      2 września 2015 at 22:50

      Pomysł z jednym questem dziennie jest świetny, będę musiał go wypróbować na fanpage’u bloga. Dziękuję!

      Polubienie

       

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: