RSS

Wewnętrzny Mistrz Gry

08 Lip

Drogie i Drodzy!

W erpegi zdarzało mi się grać bardzo różnie – raz częściej, raz rzadziej, czasami z krótszymi bądź dłuższymi przerwami. Gdybym zagłębił się we wspomnienia byłbym w stanie wskazać konkretne okresy w mojej fabularnej przeszłości, na przykład erę tego czy innego systemu, ale na pierwszy rzut myśli wspominam swoje 11 lat erpegowania jako okres w miarę jednostajny. Wyjątkiem jest ostatni rok – od kilku dni mam mocne poczucie, że zamknąłem wyraźny i unikatowy okres w moich kontaktach z grami. Wynikało to z tego, że rok akademicki 2015/16 upłynął mi na kilku kampaniach, które wiele łączyło. Wszystkie rozgrywały się w Warszawie, z której niedawno wyprowadziłem się na wakacje, wszystkie zamknęły się  w tym jednym okresie ale przede wszystkim – we wszystkich byłem graczem. I muszę przyznać, że dużo mnie to nauczyło.

Zdarzało mi się także prowadzić, o wielu z tych sesji już tu pisałem, ale jednak większość mojego kontaktu z erpegami w kończącym się właśnie „sezonie” polegało na graniu, i to zazwyczaj w długie kampanie. Jest to dla mnie dość nietypowe, bo dotąd zawsze dużo częściej byłem prowadzącym. A jednak nie mogę powiedzieć, bym odzwyczaił się od prowadzenia, gdyż ten rok nauczył mnie, że trudno uciszyć wewnętrznego Mistrza Gry.

Nie uważam zresztą, by uciszanie go było wskazane! „Wewnętrzny Mistrz Gry” oznacza dla mnie bowiem cenienie całej opowieści wyżej, niż swojej własnej postaci, dbanie o jej jakość i o zabawę pozostałych graczy. Lubię tworzyć nietypowe, często dość ekscentryczne postaci i odgrywać je z przytupem i fantazją – choć nie zawsze mam na to siły i odwagę – ale w tym roku zauważyłem, że jak nigdy wcześniej zastanawiam się, jaki wpływ na całą sesję będzie miało to, co planuję zrobić i często staram się znaleźć rozwiązanie, które pasując do postaci jednocześnie popchnie całą akcję w ciekawym kierunku. W czym zresztą granie ekscentrykami wydatnie pomaga, bo nieszablonowe zachowania to ich specjalność.

Staram się grać tak, by cała sesja była jak najlepsza – to brzmi idealistycznie i oczywiście nie jest takie proste. Problemów jest niemało, ale najpoważniejszy jest chyba ten, że dla każdego gracza i prowadzącego „jak najlepsza sesja” znaczy coś innego, a w moich zachowaniach w trakcie całego „sezonu na gracza” na pewno było widać różne moje gusta i guściki. Mam jednak wrażenie, że trochę ratowało mnie jedno – jednym z moich „gustów i guścików” jest jak najpełniejsze wykorzystywanie konwencji danego systemu, a wszystkie główne kampanie z tego roku toczyły się w systemach o wyraźnej konwencji – Wolsungu, Monster of the Week i wreszcie wymyślonym wspólnie przez wszystkich współgraczy opresyjnym, autorskim steampunku. Za każdym razem miałem więc wrażenie, że chcę pomóc pchać sesję w stronę, na którą wszyscy się umówiliśmy i która odpowie nie tylko na moje potrzeby. I mam wrażenie, że udawało się całkiem nieźle.

Niemniej jednak z „Wewnętrznym Mistrzem Gry” trzeba uważać, gdy jest się graczem. Mam wrażenie, że mimo wszystko wychodzę z tego sezonu, mając na sumieniu kilka grzechów przeciwko spójności postaci – sytuacje rozegrane tak, by w fabule wydarzyło się coś ciekawego, bez uważania na to, czy to naprawdę pasuje do mojego bohatera. Szczególnie mocno do takich zachowań zachęca Monster of the Week, które – jak wiele gier napędzanych Apokalipsą – pozwala postaciom graczy naprawdę mocno wpływać na siebie nawzajem dzięki temu, że po udanym teście przekonywania do czegoś postać dostanie PD, jeśli wykona prośbę. Nie raz i nie dwa zdarzało mi się sięgać po taką perswazję, by wprowadzić do gry jakiś nowy element i nieco na siłę kleić to z tym, jakie motywy mogłyby mieć moje postaci (w trakcie kampanii grałem trzema).

Czasami sięgałem po rozwiązanie, które nieźle sprawdza się w roli odtrutki na takie zachowanie – spisywanie strumienia świadomości bohaterów. Gdy akurat nie miałem pomysłu na to, jak dana postać mogłaby się zachować albo wręcz co robić (w imię postaci bądź w imię sesji) zaczynałem spisywać na pierwszej lepszej kartce to, co mój bohater może w danej chwili myśleć. Zazwyczaj pozwalało mi to dojść do rozwiązania, które jakoś pasuje do postaci i zarazem przysłuży się sesji – oczywiście wewnętrzny Mistrz Gry nie przegapiał okazji do interwencji nawet w tych strumieniach.

Jak pisałem ostatnio coraz bardziej ciekawi mnie tworzenie rozmaitych relacji z sesji. Chyba nie mam jeszcze sposobu na to, jak dobrze je spisywać z perspektywy gracza – boję się, że powyższe wynurzenia mogą być nie dość jasne – ale zależy mi na opowiedzeniu Wam o kilku konkretnych przemyśleniach z całego „sezonu na gracza”, więc postaram się je spisać. Powinny się tu niedługo pojawić.

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 8 lipca 2016 w Z perspektywy gracza

 

Tagi: , ,

8 responses to “Wewnętrzny Mistrz Gry

  1. SOSWEKTA

    9 lipca 2016 at 09:32

    Mam albo miałem podobnie, bo aktualnie odbudowuję swoją RPGową kondycję.
    Wewnętrzny MG bywa przekleństwem i błogosławieństwem szczególnie jak nie jesteś dobrze zestrojony z ekipą.

    Z jednej strony patrzysz na grę dużo szerzej oraz oceniasz co czasem utrudnia immersję, ale i starasz się grać dla poprawy gry, i jeżeli pozostali czują inaczej bywa ciężko.

    Z drugiej strony mam jako gracz jedną sesję, którą bardzo mocno podkręciłem w finale dzięki temu, że wszedłem z buta mocno odciążając prowadzącego, ale po prostu w olbrzymim stopniu czułem scenę widziałem co się dzieje, mogłem zbudować otoczenie i świetnie zagrało.

    Powoli rozkręcam moje relacje z sesji także będzie kilka dygresji, dość szerokich bo w pewien sposób uczę mój skostniały umysł RPG na nowo.

    Polubienie

     
  2. Marek Golonka

    9 lipca 2016 at 11:34

    Miło Cię tu widzieć 🙂

    Gdzie można znaleźć te relacje z sesji? Bardzo chętnie poczytałbym o tym, jak uczysz się RPGować na nowo.

    Swoją drogą wspomniałeś o ważnej rzeczy – wewnętrzny Mistrz Gry jest dużo bezpieczniejszy, gdy gra się ze znajomymi i wiadomo, czego można po sobie nawzajem oczekiwać. Wtedy można się poczuć dużo swobodniej i łatwiej jest wyczuć granice tego, co można zrobić z sesją.

    Polubienie

     
    • SOS WekTa

      9 lipca 2016 at 11:46

      😉 relacje będą wkrótce- jutro może coś napiszę gdy znajdę kilka chwil.
      Powoli sobie miejsce do wylewania przemyśleń i twórczości buduję pod powyższą nazwą.
      Oficjalna premiera internetowa po najbliższych notkach, wczoraj w końcu poprowadziłem sesję, po której warto coś napisać 😉

      Polubienie

       
  3. Buzz

    11 lipca 2016 at 09:15

    Muszę przyznać, że gracze będący etatowymi mistrzami gry są zazwyczaj cenniejszymi graczami. I nawet nie chodzi tu o świadome popychanie sesji w odpowiednią stronę czy wspieranie działań MG, ale o zwykłą empatię. Po prostu taki gracz-MG wie, z jakimi problemami boryka się aktualny Miś i podświadomie raczej będzie mu pomagał niż utrudniał zadanie. Podkreślam słowo NIEŚWIADOMIE.

    Polubienie

     
    • Marek Golonka

      11 lipca 2016 at 09:56

      To też prawda – doświadczenie w mistrzowaniu daje lepsze wyczucie tego, co dzieje się w głowie podczas prowadzenia gry, i większą szansę na wczucie w ten skomplikowany proces 🙂

      Polubienie

       
  4. bartek

    30 lipca 2016 at 22:40

    Cześć! Znalazłem ten blog przeglądając patronite, a że od paru dni biorę udział w dość nowym erpegu na małym forum zainteresowałem się nim, Nie mam doświadczenia w erpegach, ale mam dokładnie to samo – zamiast stworzyć dwudziestoparoletniego zwinnego zdolnego maga, czy coś zrobiłem starego obłąkanego krasnoluda i prowadzę go tak, żeby historia była ciekawa, nawet kosztem negatywnych skutków dla mojej postaci 🙂 Także bez doświadczenia w grach RPG myślę dokładnie to samo co napisałeś 🙂 „cenienie całej opowieści wyżej, niż swojej własnej postaci, dbanie o jej jakość i o zabawę pozostałych graczy. Lubię tworzyć nietypowe, często dość ekscentryczne postaci i odgrywać je z przytupem i fantazją”

    Polubienie

     
    • Marek Golonka

      30 lipca 2016 at 23:43

      Miło mi Cię tu widzieć!

      Trzymam kciuki za Twojego krasnoluda, oby historia była dzięki niemu jak najciekawsza.

      Swoją drogą – jesteś chyba pierwszym gościem mojego bloga, o którym wiem na pewno, że dopiero zaczyna grać w erpegi. Z ciekawości, jak Laboratorium wygląda z Twojej perspektywy? Czy to, o czym tu piszę wydaje Ci się ciekawe?

      Polubienie

       
      • bartek

        1 sierpnia 2016 at 00:09

        cześć!
        Jest to jedyny blog, w którym czytam teksty do końca i to z zaciekawieniem 🙂

        Polubienie

         

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: